Kalor - Prześwietlenie

Moja korporacja zajmuje spory budynek.
Nie za bardzo się z nią utożsamiam ale pracuję na szóstym piętrze. Tak samo chciałbym przestać tu pracować ale raz dziennie jadam w kuchni na szóstym piętrze.
Dziwne to miejsce. Zwłaszcza dla mnie bo uważam jedzenie za czynność intymną, a tu o gwałt nietrudno.
Tak jak ostatnio.
Jem sobie spokojnie żując śrutę zwaną w języku babilonu lanczem. W sporej kuchni poza mną tylko laska mieszająca świeżo przygotowaną herbatę. Jest jehowa i ma spory bufet. Tylko tyle o niej wiem. Jedno zasłyszałem a drugie przyuważyłem. W chwilę potem wychodzi ale mija się w drzwiach z trzema bzyczącymi osami.

- ble... czułyście ten smród? - pyta z grymasem jedna z nich.
- Boże, to jakiś kilkudniowy pot! - złorzeczy druga

Zamarłem z widelcem w drodze do ust i nie zwracając uwagi udaję, że... cokolwiek innego.

- nie, to nie pot - odzywa się jakby od niechcenia trzecia autorytarna osa. Najstarsza i jednocześnie najbrzydsza z nich - to łój! To taki zatęchły, lepiący i śmierdzący łój spod niemytej piersi. To tak śmierdzi.

"Skąd wiesz?!?!" krzyczę w duchu i minę muszę mieć nietęgą ale trwa to chwilę bo o to jest!

- skąd wiesz? - pyta ją ruda w okularach
- nie mówiłam wam? Byłam pomocą na rentgenie.

I poszły.

powrót

© 2001 Mleko.BarMleczny.com