|
Kalor - Prześwietlenie
Moja korporacja zajmuje spory budynek.
Nie za bardzo się z nią utożsamiam ale pracuję na szóstym piętrze. Tak
samo chciałbym przestać tu pracować ale raz dziennie jadam w kuchni na
szóstym piętrze.
Dziwne to miejsce. Zwłaszcza dla mnie bo uważam jedzenie za czynność intymną,
a tu o gwałt nietrudno.
Tak jak ostatnio.
Jem sobie spokojnie żując śrutę zwaną w języku babilonu lanczem. W sporej
kuchni poza mną tylko laska mieszająca świeżo przygotowaną herbatę. Jest
jehowa i ma spory bufet. Tylko tyle o niej wiem. Jedno zasłyszałem a drugie
przyuważyłem. W chwilę potem wychodzi ale mija się w drzwiach z trzema
bzyczącymi osami.
- ble... czułyście ten smród? - pyta z grymasem jedna z nich.
- Boże, to jakiś kilkudniowy pot! - złorzeczy druga
Zamarłem z widelcem w drodze do ust i nie zwracając uwagi udaję, że...
cokolwiek innego.
- nie, to nie pot - odzywa się jakby od niechcenia trzecia autorytarna
osa. Najstarsza i jednocześnie najbrzydsza z nich - to łój! To taki zatęchły,
lepiący i śmierdzący łój spod niemytej piersi. To tak śmierdzi.
"Skąd wiesz?!?!" krzyczę w duchu i minę muszę mieć nietęgą ale
trwa to chwilę bo o to jest!
- skąd wiesz? - pyta ją ruda w okularach
- nie mówiłam wam? Byłam pomocą na rentgenie.
I poszły.
powrót
|