|
Larum graj±, a ty nie wstajesz?
Opowiem wam dzi¶ o starej tradycji marines - czyli ludzi morza. Żeby
zrozumieć zacz±tek tej historii musimy przenie¶ć się w czasie do XVI
wiecznej Marsylii, a dokładniej do Tawerny "Yank Shippers",
najstarszej francuskiej tawerny. Tawerna, po dzi¶ dzień zreszt± znajduje
się przy Starym Porcie (Vieux Port Marchand), gdzie zawijały klipry
handlowe oraz rybackie kutry całego ¶wiata. Port jednak był głównie
portem handlowym i zawsze było w nim pełno podejrzanych typków, przemytników
i piratów. Wszyscy, którzy zawijali do marsylskiego portu melinowali
się w jednym miejscu, w tawernie "Yank Shippers". Powód był
banalny: tanie panienki i najmocniejsze trunki z całego ¶wiata, a w¶ród
nich najbardziej poszukiwany w owych czasach jamajski rum. Jamajski
rum przywozili do Marsylii Hiszpanie. Zazwyczaj trzy czwarte ładowni
wędrowało do państwowych zasobów Francji, jednak pozostała czę¶ć ładunku
- oczywi¶cie nielegalnie - trafiała do "Yank Shippers". Łatwo
można było poznać czy Hiszpanie zawinęli już do portu z ładunkiem rumu,
gdyż zawsze towarzyszyła temu dzika wrzawa z tawerny, któr± woda szerokim
echem niosła daleko w morze. Za każdym razem kiedy, otwierano pierwsz±
beczkę z nowo przybyłej partii, wszyscy jak jeden m±ż stawali z pełnymi
kuflami, pucharami czy czymkolwiek innym wypełnionym zacnym, bursztynowym
trunkiem i wspólnie intonowali marynarsk± pie¶ń "La rum".
Każdy z bywalców znał ten zwyczaj, a kto nie znał ten był po prostu
kapusiem lub szpiegiem i zazwyczaj z tawerny z życiem nie uchodził.
Zginęło tam wielu, ilu - tego nie wiadomo. Wiadomo jednak, że "La
rum" graj± tam po dzi¶ dzień.
Z Marsylii dla czytelników Mleka,
Wasz na cztery czwartek,
Grze¶ Milley.
powrót
|