Mam seks w dupie

Wtorek

Wstałam o 8:26. Zrobiłam 10 brzuszków wolno, 30 szybko, 50 tyłków, nie przepraszam 60 tyłków i 10 przysiadów. Wypiłam wodę z miodem bez cytryny (bo mi się skończyła). Zjadłam kanapkę. Zrobiłam herbatę. Wypiłam herbatę, posiedziałam chwilę, wypaliłam papierosa, umyłam się, ubrałam cała na czarno i poszłam do pracy. W pracy robiłam to co zwykle, oprócz tego, że wyszłam w ciągu dnia do jakiegoś urzędu co mi się rzadko zdarza. Wracając ledwo szłam, czułam się jakbym miała 80 lat i strasznie trudno było mi oddychać.
Przyszłam z pracy i zjadłam obiad: kotleciki sojowe dwa, pure z kartofli i sałatkę z selera z jabłkiem. Chociaż może to było jabłko z selerem. Nie... jednak seler z jabłkiem. Wypaliłam dwa papierosy.
Poszłam na pocztę, wysłałam paczkę. Po drodze na siłownię poszłam do sklepu i kupiłam cytrynę.
Po drodze z siłowni kupiłam piwo jabłkowe. Wypiłam. Wykąpałam się. Poczytałam trochę lektur obowiązkowych na sobotnie zajęcia do szkoły oraz Georgesa Pereca.
Poszłam spać.
Nie rozmawiałam z nikim, bo mi się nie chciało. Z nikim się nie spotkałam, bo mi się nie chciało. Myślałam o śnie, który mi się śnił, a śniło mi się, że mam zamknięte oczy i nie mogę ich otworzyć. Zastanawiałam się czego nie widzę, czy też czego nie mogę zobaczyć. Zastanawiałam się czy jest inna możliwość poznania tego czegoś oprócz możliwości wzrokowej.
Odłożyłam na dzień następny telefon do mojej siostry z ważną sprawą.
I już.
Tak minął kolejny dzień.
Nie był smutny, nie był wesoły, nie był interesujący, nie był nudny.

Środa

Wszystko tak samo, tylko nie zrobiłam 10 brzuszków wolno, ale tylko 50 szybko. Reszta tak samo. Nie ubrałam się cała na czarno, a założyłam szarą bluzkę. Poszłam do pracy.
W czasie pracy nie wyszłam do żadnego urzędu, ale zostałam tam dłużej o 2 godziny i 20 minut.
Wróciłam, zmyłam naczynia, umyłam podłogę w kuchni i łazience, zjadłam obiad (pure z kartofli z marchewką i marynowane czerwone kozaki). Wypaliłam dwa papierosy.
Powyrywałam sobie trochę brwi (krzywo). Zauważyłam, że zaczyna mi się robić syf na czole.
Nic mi się nie śniło i nie pamiętam o czym myślałam. Chyba o niczym szczególnym.
Wykąpałam się, wzięłam książkę i położyłam się do łóżka. Po pewnym czasie zachciało mi się spać, więc zgasiłam światło i szybko usnęłam.
Odłożyłam na dzień następny telefon do mojej siostry z ważną sprawą.
I już.
Tak minął kolejny dzień.
Nie był smutny, nie był wesoły, nie był interesujący, nie był nudny.

Czwartek

Wstałam jak zwykle. Zrobiłam jak zwykle, tylko zapomniałam zrobić 10 przysiadów. Zjadłam kanapkę z jajkiem, bo już nic innego nie mam do jedzenia w domu.
Idąc do pracy za lekko się ubrałam i zmarzłam, bo wczoraj była ładna pogoda, a dzisiaj jest brzydka.
W pracy było jak zwykle i znowu zostałam dłużej o 2 godziny i 20 minut.
Gdy wracałam z pracy tramwaj potrącił samochód i musiałam wysiąść i na zimnie czekać na następny autobus, który nie jechał dokładnie tam, gdzie chciałam.
Udało mi się nie rozpłakać ze złości.
Poszłam na siłownie, odbębniłam swoje zwykłe ćwiczenia i wracając kupiłam sobie piwo jabłkowe. W domu zjadłam kanapkę z masłem i grzybkami marynowanymi (okazało się, że jeszcze je mam oprócz jajek).
Wypiłam piwo jabłkowe (udało mi się nawet trochę nawalić), wykąpałam się i poszłam spać, a przed snem poczytałam trochę (Genet: "Ceremonie _żałobne").
Stwierdziłam, że nie muszę jeszcze myć włosów i że syf na czole nie powiększa się, a zmniejsza.
Znowu udało mi się za dużo nie myśleć, więc nie byłam zbyt smutna. Myślałam o śnie, który mi się przyśnił (hipopotam z tygryskiem. Hipopotam przegonił tygryska, a tygrysek chciał przegonić mnie i musiałam z nim walczyć), ale nic ciekawego nie wymyśliłam.
Odłożyłam na dzień następny telefon do mojej siostry z ważną sprawą.
I już.
Tak minął kolejny dzień.
Nie był smutny, nie był wesoły, nie był interesujący, nie był nudny, aczkolwiek wstałam z uśmiechem.

Piątek

Wstałam o 8.26 zrobiłam 50 brzuszków, 50 tyłków i przypomniałam sobie, że mam być w pracy o pół godziny wcześniej. Przyspieszyłam. Kanapka (chleb z masłem) - szybko -, herbata - szybko -, papieros -
z w o l n i e n i e - mycie, ubranie się, wybieg z domu.
Uciekł mi tramwaj. Pojechałam następnym.
Na zebranie dotarłam spóźniona, ale dotarłam.
Dzień w pracy taki jak wszystkie, jedyna różnica taka, że w czasie lanczu wyszłam do banku. W pracy zostałam dłużej o 4 godziny i 40 minut.
Po drodze z pracy kupiłam w nocnym chleb, dwa rodzaje sera, pomidora i dwa piwa jabłkowe.
Wróciłam do domu, pooglądałam kawałek głupiego filmu (w tym samym czasie był też mądrzejszy film, ale nie czułam się na siłach, żeby go oglądać), wypiłam oba piwa jabłkowe (trochę się nawaliłam), umyłam się i poszłam spać. Przed snem poczytałam trochę (Maciej Wojtyszko "Saga rodu Klaptunów").
W pewnym momencie zaczęłam mieć nawet dobry humor. Zastanowiłam się też przez chwilę, czy nie marnuję najlepszych lat swojego życia na takie bezsensowne czynności, ale po pierwszym piwie jabłkowym myśli te mi przeszły.
Odłożyłam na dzień następny telefon do mojej siostry z ważną sprawą, ale pomyślałam też, że jeżeli w pracy będę codziennie zostawać dłużej, to telefon do siostry nie będzie konieczny.
I już.
Tak minął kolejny dzień.
Nie był smutny, nie był wesoły, nie był interesujący, nie był nudny.

Sobota

Wstałam jakoś później. Wykąpałam się, umyłam włosy, zjadłam śniadanie, zrobiłam dużo kanapek i poszłam do szkoły.
W szkole było nawet fajnie, zajęcia mnie interesowały i nie usypiałam. Ostatnie trzy godziny przepadły, bo okazało się, że córka jednej pani jest chora.
Wróciłam do domu, wstąpiłam po drodze do sklepu, ugotowałam pyszny obiad i jak jadłam zadzwoniła do mnie przyjaciółka. Rozmawiałam z nią półtorej godziny.
Potem... ale czy to ważne? Czy to jest jakkolwiek interesujące co robiłam potem a potem jeszcze potem?
Potem poszłam gdzieś i spotkałam GO i odczułam potrzebę opuszczenia tego miejsca. Więc opuściłam.
Przyszłam do domu, poczułam się bezenergetycznie i poszłam spać umywszy wcześniej najważniejsze (w moim mniemaniu) części mojej zewnętrzności (zesrajcie się a nie powiem co).
Nawet przez chwilę nie myślałam o tym, żeby dzwonić do siostry w ważnej sprawie.
Pomyślałam sobie, że chciałabym mieć już 60 lat, nic już nie chcieć, czytać sobie książki lub nie, palić dżojnty, pić wino i patrzeć jak zmieniają się pory roku.
Odczułam lekki smutek. Taki na siłę.

Poniedziałek

Wstałam, wyszłam, przyszłam i położyłam się.
Nie mam siły i jest mi smutno.

Wtorek

To samo. Jestem strasznie zmęczona.

Inna nie kolejna środa

Wstałam, wyszłam i przyszłam. Przez cały dzień w pracy czułam się tak, jakbym nie miała władzy nad swoimi nogami, rękami i całym ciałem. Jak siedziałam, to miałam wrażenie, że nie wstanę, jak miałam ręce w jednej pozycji, to miałam wrażenie, że za nic w świecie nie będę mogła nimi ruszyć i czegoś zrobić. Gdy dzień pracy zbliżał_ się do końca, czułam się z każdą chwilą lepiej.
Przyszłam do domu, zjadłam obiad (coś niezbyt dobrego) i usiadłam do pisania pracy pisemnej na zajęcia. Ania wychodziła na randkę i powiedziała, że strasznie jej się chce seksu.
Pomyślałam wtedy, że mi się nie chce. że w ogóle o nim nie myślę i generalnie mam seks w dupie. Mam inne problemy.

powrót

© 2002 Mleko.BarMleczny.com